wtorek, 16 czerwca 2015

Bardzo przepraszamy

Hej. Jak zauważyliście nie wstawiam rozdziałów ale to z dwóch powodów:
1. Miałam popsuty Internet.
2. Poprawiam niektóre przedmioty bo chcę mieć wysoką średnią i pasek aby jechać na wakacje do Francji.
Jeśli będą tu jakieś komentarze to dokończę rozdział 3 bo mam zaczęty. Czekamy razem z koleżanką na wasze komentarze.
T.B & ANONIMOWA

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 2

Siedzimy razem nad jeziorem. Jesteśmy tylko my, jezioro i zachód słońca. Spoglądamy na siebie ukradkiem. Jest tak pięknie. Cholernie mi na nim zależy. Jego włosy, oczy i w ogóle cały on jest dla mnie tlenem.
- Ymm. Muszę ci to powiedzieć... Jesteś dla mnie wszystkim, jeśli nie ma  cię obok umieram. Jesteś dla mnie tlenem bez, którego nie mogę żyć. Jeśli widzę cię smutną również jestem smutny. Wiedz, że jesteś dla mnie wyjątkowa. Kocham cię Camille Johnson. Możesz mnie wyśmiać. Tylko wiedz, że nigdy nie przestanę cię kochać. Ale wiem, że umrę jeśli nie będę miał ciebie obok. Jeśli istnieje jakieś inne życie niż tylko to, to i tak będę cię Kochał.
- Też cię kocham. I nigdy cię nie opuszczę Nathanie Andresie. - Złączyłam nasze usta w pocałunku. Łzy szczęścia spłynęły mi po twarzy.
- Hej nie płacz jestem i będę z tobą na zawsze....- to powiedziawszy upadł na ziemię z pustym wzrokiem i wielką raną w klatce piersiowej. Zaczęłam krzyczeć i płakać.
- Czemu ty?! To nie fair! Nigdy nie możemy być szczęśliwi! Czemu?! Chcę być z tobą nie wytrzymam bez ciebie! Ty byłeś dla mnie tlenem, połówką mojego serca. Przecież z jedną połową nie da się żyć! Nathanie wróć! Błagam! Proszę zabierz mnie stąd!
- Mille obudź się! To tylko sen! Zły sen! - Otwieram powoli oczu. Boję się, że mam halucynacje i to tylko moja wyobraźnia. Rozglądam się po pokoju dla bezpieczeństwa. Ufff... To było tylko koszmarem.
- Mille. Wszystko w porządku? Słyszałam jak krzyczysz więc przyszłam. Zastałam cię w...takim stanie. Uspokój się. Ja idę spać.
- Dobra. Poczekaj chwilę tylko zadzwonię do kogoś. - Mama wyszła, a ja chwyciłam swój telefon i wybrałam numer do Nathan. Odbierz, odbierz powtarzałam w kółko. Nareszcie po pięciu sygnałach usłyszałam głos w słuchawce.
- Heeej. - Przedłużył ziewnięciem. - Wszystko w porządku? Bo wiesz jest 2.00 w nocy.
- Tak wszystko okay. Nic ci nie jest? Jesteś zdrowy? Jesteś w domu? Niczym nie dostałeś? - Pytałam jak nakręcona. Normalne jeśli chodzi o czyjeś życie. Szczególnie o kogoś bliskiego. Co ja gadam? Naprawdę mnie popieprzyło! Karciłam się w myślach.
- Camille coś się stało? - zapytał poważnym tonem. - Nic mi nie jest. Jestem w domu. Ze mną wszystko w porządku ale czy z tobą też?
~*~ Oczami Nathana ~*~
Camille coś się stało? - zapytałem poważnie. Naprawdę się o nią bałem. Ona jest dla mnie ważna? Tak. Przypominam sobie pewien cytat
,, Kochaj tę dziewczynę, kretynie, kochaj ją, bo być może ona nauczy cię kochać życie." -  Nic mi nie jest. Jestem w domu. Ze mną wszystko w porządku ale czy z tobą też? - Słyszałem tylko głuchą ciszę. W końcu ją przerwała.
- Śnił mi się dzisiaj koszmar. Byłeś w nim ty i ja. Siedzieliśmy nad jeziorem. Ty wyznałeś mi miłość iii... P...po t..ty..tym k..kt..ktoś c...ci...cię p..pos...post...postrzelił. - Stałem jak zamurowany. Ona jest cała roztrzęsiona. We śnie wyznałem jej miłość.
- Poczekaj. Za chwilę będę u ciebie. Dobrze?? - To powiedziawszy rozłączyłem telefon i wyszedłem przez okno. Przeszedłem przez ulicę i już byłem pod jej domem.
~*~ Oczami Camille ~*~
Rozłączył się. Myślałam, że żartuje z tym przyjściem, jednak po chwili usłyszałam stukanie w szybę. On jest niemożliwy!
- Hej Camille. Jestem cały. Widzisz? Już ok.
- Na szczęście. Tak się bałam. Jakbyś miał taki sen też byś się wystraszył. -Podeszłam do niego i go przytuliłam. Czułam jak napina swoje mięśnie.
- Okay. To jak wszystko w porządku to idę. Pa.
- Pa - Jak szybko wszedł tak szybko wyszedł. Szkoda. Ależ cóż. On wyszedł, a ja zostałam sama. Chciałam iść do mamy sypialni jednak ta była szybsza.
- Jak? Uspokoiłaś się już? - Kiwnęłam głową w potwierdzeniu. - To dobrze. A teraz idź spać bo o 7.00 musisz wstać do szkoły. Proszę połóż się. - Zrobiłam tak jak kazała. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Te kilka godzin minęło mi spokojnie. Wstałam i spojrzałam na zegarek. Jest godzina 7.00 czyli zdążę do szkoły. Wzięłam szybki prysznic, wykonałam poranną higienę i ubrałam się w sweter sięgający mi przed kolano do tego czarne leginsy. Doczłapałam się do kuchni gdzie była mama.
- Hej Mille. Jak się spało? - Zapytała z troską rodzicielka.
- A nie narzekam. Nie miałam koszmarów. Dobra dzisiaj nie jem śniadania. Wezmę tylko wodę i sałatkę. Chodź bo nie chcę się spóźnić. - Szybko wyszłyśmy i wsiadłyśmy do samochodu. Dojechałyśmy do szkoły. Przed budynkiem stali : Annabel, Jacob i dziewczyna, której nie znam. Wszyscy byli tak pochłonięci rozmową, że by mnie nie zauważyli gdybym miała zdrową nogę.
- Hej Cam. Jak noga? - zapytała z przejęciem Belle. - To jest Lizzy. Lizzy Tyler. Lizzy to jest Camille . Camille Johnson. - Podałyśmy sobie dłonie.
- Bel uspokój się. Noga w porządku. Ej ja idę do klasy bo zanim dojadę to będzie dzwonek - Wszyscy zaczęliśmy się śmiać jednak po chwili ruszyliśmy do klasy. Po 5 minutach męczarni zwanej chodzeniem dotarliśmy do celu. Czy ja śnię? Nathan Andres siedzi z książką w ręku? Słyszałam od Annabel, że to straszny nieuk. Dziwne. Usiadłam koło niego. Jezu jego szafirowe oczy są dla mnie ukojeniem, a jego brąz czupryna powoduje, że jestem przy nim pełna energii. Camille opanuj się! Mnie już do reszty popieprzyło. Przecież nie ma miłości jest tylko chwilowe zauroczenie. Do klasy właśnie wszedł nauczyciel od matematyki, który przerwał moją walkę wewnętrzną.
- Dzień dobry wszystkim. Dzisiaj piszemy kartkówkę. - Po klasie rozniosły się pomruki niezadowolenia - Jak noga Camille.
- Dobrze. Zauważyłam, że mamy te tematy, które przerabiałam w tamtej szkole.
- Aha. - Rozdał kartki. Ta kartkówka będzie prosta. Z tej lekcji miałam 6. Wciągam powietrze, ponieważ kręci mi się w głowie. Ugh. Jakie to nieprzyjemne. Po pięciu minutach oddałam pracę. Nauczyciel wyglądał na zdziwionego jednak się nie odezwał.
- Wszystko w porządku? Bo wygląda jakbyś miała za chwilę tutaj zemdleć. - Pff... Nie chcę z nim rozmawiać. Kurwa. Czemu on taki jest. Wczoraj mi pomógł, potem ten sms, a teraz udaje, że mnie nie zna. Jestem jakaś dziwna, że się nim przejmuje.
- Wszystko okay. I nie chcę rozmawiać. Rozumiemy się?? - Zadzwonił dzwonek. Szybko wyszłam z klasy i skierowałam się do biblioteki. Oh... Ile tu książek. Znajdę jakiś romans i wyjdę. Po 5 minutach szukania znalazłam książkę pt. ,, Miłość w cieniu piramid". Wyszłam z biblioteki. Na następnych lekcjach siedziałam z Annabel, ponieważ nie było dziewczyny, z którą siedziała. Mama podjechała pod szkołę i wsiadłam do auta. Po 15 minutach byłyśmy już w domu.
- Mamo co robimy na obiad? Maybe spaghetti 🍝???
- Dobrze. - Zrobiłam posiłek. Szybko go zjadłyśmy. Mama wzięła się za zmywanie, a ja poszłam spać. Czemu on tak na mnie działa? Ponieważ jest dla ciebie ważny. Nie, na pewno nie! Chyba.... Camille idź spać, a nie będziesz wymyślać głupoty. Po tych swoich przemyśleniach usnęłam.